wyobraźcie sobie :
kolega bez prawka motorem pojechał do dziewczyny; w drodze skapczył się że paliwo wylewa mu się z baku przez dziurę i jedna mała iskierka i bumm po nim.
więc zawrócił dwa razy mijał policje jak na złość - a wybierał mniej uczęszczane drogi przez tych panów.
zostawił motor w krzakach, 3 km z buta do domu wziął rower pojechał po motor odwrócił bak do góry dziura i wrócił do domu zostawiając rower i bluzę w krzakach.
wcześniej spotkał w lesie na grzybach samice dzika z małymi spieprzał, gdzie się tylko dało aż się boje myśleć co by było jakby go zobaczyła...
i dzwoni do mnie zawieź mnie do dziewczyny
myślę sobie trzeba ratować chłopaka o miłość w końcu chodzi
no to jedziemy środek lasu i kapeć!
zmieniamy koło
ruszamy.
tłuszcze jak cholera coś w kole
zablokował się hamulec ręczny
znowu ścigamy koło
puk puk jakimś kluczem
troch puściło - aby tylko dojechać.
z ulgą wielka dotarłem,
ale to nie wszytko:
zabrałem 2 kolegów na miejscową imprezę po drodze
zatrzymaliśmy się po 3 i co ?
otóż los tak chciał że zatrzymałem się przy przystanku (w miejscu powszechnie niedozwolonym dla takich pojazdów )
z nieświecącym jednym światłem postojowym
, w tym samym czasie podjechali do nas stróże prawa
modliłem się tylko żeby nie było szczegółowej kontroli: hamulec ręczny nie działał, w kole coś tłucze, kolo zapasowe dziurawe ....
ale są ludzie na tym świecie oo narzekali jak to na niebieskich przystało; na światło na, brzydko wypisane ubezpieczenie, palących kolegów w miejscu publicznym...
i z ulga wielka wróciłem CAŁY do domu
przepraszam ze może nie ma ma tu czarów
ale mój uśmiech z którym teraz tak pisze tą zwykłością słów jest jakiś czarodziejski - bo przecież zawsze mogło być gorzej ...
a i pech jest chyba zaraźliwy :)
Nastrój:
tagi: